Konkurs
28 marca, 2009
Jubileuszowe konkursy
8 kwietnia, 2009![]()
Zapełniając puste karty w historii naszego miasta i okolicy
pragniemy przedstawić pewną historię, która przypomni o kilku latach życia rodziny
Dezyderego i Weroniki Biernackich na Łysowcu – przysiółku wsi Dziekanowice nieopodal
Działoszyc. Na załączonych [zdjęciach] zobaczycie kolejne etapy odbudowy
młyna, zapory i elektrowni na Łysowcu, znajdziecie się
w pomieszczeniu maszynowni, poznacie Adasia,
zobaczycie Łysowiec dziś. Może pamiętacie te czasy, może na tych zdjęciach
poznacie siebie lub swoich bliskich… jeśli tak to piszcie do nas a wspólnie
ocalimy od zapomnienia kolejne wspomnienia.
pragniemy przedstawić pewną historię, która przypomni o kilku latach życia rodziny
Dezyderego i Weroniki Biernackich na Łysowcu – przysiółku wsi Dziekanowice nieopodal
Działoszyc. Na załączonych [zdjęciach] zobaczycie kolejne etapy odbudowy
młyna, zapory i elektrowni na Łysowcu, znajdziecie się
w pomieszczeniu maszynowni, poznacie Adasia,
zobaczycie Łysowiec dziś. Może pamiętacie te czasy, może na tych zdjęciach
poznacie siebie lub swoich bliskich… jeśli tak to piszcie do nas a wspólnie
ocalimy od zapomnienia kolejne wspomnienia.
Dezydery i Weronika Biernaccy na
początku 1940 r. zostali wywiezieni przez okupanta do Generalnej Guberni.
Wcześniej mieszkali w Kościanie ( Wielkopolska), gdzie Dezydery posiadał własny warsztat oraz
sklep branży elektrycznej. Z zawodu był mistrzem – elektrykiem. Niemcy dali im
nakaz spakowania najpotrzebniejszych rzeczy i wstawienia się w kilka godzin na
dworcu kolejowym. Zima była ciężka z obfitym śniegiem sięgającym po kolana. Na
dworcu byli już inni mieszkańcy Kościana, a przede wszystkim ci którzy
prowadzili jakąś działalność, m.in. zegarmistrz kościański. Załadowano
wszystkich do wagonów bydlęcych i wywieziono w nieznane. Po kilku dniach podróży w ciężkich
warunkach pociąg zatrzymał się w szczerym polu. Kazano wszystkim opuścić wagony. I wtedy oczom wysiedleńców
ukazały się liczne furmanki chłopskie z tubylcami, którzy przyjechali im z pomocą. Biernackich i rodzinę zegarmistrza
zabrała do siebie rodzina Stanisława Ciołki ze Starego Korczyna dzieląc się
swoim skromnym mieszkaniem z wysiedleńcami. W 1941 r, Weronika Biernacka urodziła
synka Adasia. Biernaccy byli bardzo wdzięczni miejscowym ludziom za udzielenie
im schronienia. Dezydery, aby utrzymać rodzinę wynajmował się do różnych prac.
Był człowiekiem dobrym i wesołym. Gdy szedł drogą kobiety pracujące w polu
zagadywały go i wołały do niego „Panocku chodź pan, bo pan taki śmiszny". W tym
czasie Niemcy doszukali się w dokumentach ,że Dezydery jest fachowcem
elektrykiem i dali mu nakaz pracy na Łysowcu nieopodal Działoszyc. Zadaniem
jego było odbudowanie zburzonej elektrowni wodnej i uruchomienie młyna. Żmudna
praca zaowocowała wreszcie odbudową zniszczonych urządzeń na Łysowcu. Stróżem w
uruchomionym młynie był Antoni Nowicki, który mieszkał wraz z wielodzietną
rodziną także na Łysowcu. W maszynowni elektrowni wodnej pracowali : Jan Wałek
– tablicowy oraz Jan Kałat – robotnik tablicowy i elektryk. Odbudowana elektrownia w okresie dnia
napędzała młyn natomiast nocą zasilała energią elektryczną Działoszyce . Koło
młyna znajdowały się dwa stawy, z których woda uzupełniała kanał turbiny
elektrowni.. Mąkę z młyna odbierały wojska niemieckie. Łysowiec często
nawiedzały bandy UPA oraz partyzanci w poszukiwaniu pożywienia. Gdy bandy UPA były
w pobliżu Biernaccy uciekali z młyna i chowali się wraz z dziećmi w zbożu. 14
grudnia 1942 r. Biernackim urodziło się kolejne dziecko – Wojciech ochrzczony w
1943 r. w kościele w Działoszycach. W tym czasie na Rynku w Działoszycach
odbywały się częste egzekucje, które przeprowadzali Niemcy w odwecie za działania miejscowych
partyzantów. Do oglądania egzekucji zmuszano mieszkańców. Nadszedł czas kiedy z
Działoszyc zaczęto wywozić Żydów, którzy stanowili ponad 80 % mieszkańców. Dwie
bardzo ładne Żydówki, które uciekły z transportu, szukały pomocy chodząc od
domu do domu, miały przestrzelone szczęki i okropnie cierpiały. Mieszkańcy w
obawie o swoje życie bali się udzielić
im pomocy, aż w końcu z bólu same
zgłosiły się na posterunek niemiecki. Dezydery w tym czasie pomógł uciec dwóm
Żydom, którzy mieszkali w Działoszycach i byli odlewnikami. Obiecali mu, że jak
tylko przeżyją wojnę to do niego przyjadą. Czekał na nich, czekał na wieści,
był bardzo ciekawy jak potoczyły się ich losy. Niestety nikt nie dał śladu
życia. Wspominał dzieciom ich nazwiska ale po latach i one zapomniały.14 czerwca
1943 r. Biernackich spotkała straszna tragedia. W jednym ze stawów elektrowni
utopił się ich synek Adaś. Miał wówczas 2 latka i siedem miesięcy. Przybyły po
czasie na miejsce tragedii lekarz nie mógł już mu udzielić pomocy mimo że dał
mu zastrzyk. Był to młody lekarz ,który przyznał się potem, że jeszcze nigdy
nie ratował topielca. Adasia pochowano w rodzinnym grobowcu rodziny Piekarskich
na działoszyckim cmentarzu. Zwłoki jego spoczęły w trzech trumnach, z których
jedna była cynkowa, licząc się z ekshumacją po zakończeniu wojny. W pogrzebie
uczestniczyło wielu mieszkańców Działoszyc. Biernaccy na Łysowcu mieszkali
jeszcze do marca 1945 r. Wrócili do Kościana. Już po wojnie urodziły im się
następne dzieci. Zawsze jednak ,nawet po długich latach, wspominali Adasia, a
wtedy łzy same spływały im po twarzy. Adaś był wyjątkowym dzieckiem, urodził
się z dwoma ząbkami. W wieku dwóch lat był bardzo rozmowny. Bardzo lubili z nim
dyskutować Żydzi, gdy Dezydery po niedzielnej mszy zachodził z nim do baru na oranżadę. Dezydery i Weronika
Biernaccy już nie żyją. Dezydery zmarł w
1984 r. a Weronika w 1991 r. Po latach córka Małgorzata przybyła tu na Ziemię
Działoszycką w poszukiwaniu śladów swoich rodziców. Na miejscowym cmentarzu
grobowiec rodzinny p. Piekarskich już nie istnieje. Odwiedziła miejscowy urząd
oraz parafię. Jest bardzo wdzięczna za ciepłe przyjęcie przez ks. Proboszcza,
który poświęcił jej dużo czasu oraz znalazł człowieka, który oprowadził ją po
Łysowcu, gdzie przez kilka lat mieszkali jej rodzice, gdzie był młyn i
elektrownia wodna. Oprowadzający ją Pan Ryszard Król do dziś mieszka na
Łysowcu i pamięta czasy, kiedy mieszkali
tu Biernaccy, pamięta również Adasia.. Wspominał także o częstych przypadkach
podpalania młyna w latach 60- tych XX w. Młyn doszczętnie spalił się w 1967/68. Pozostała cegła wykorzystana została
na budowę remizy. Dwa puste stawy zarośnięte chaszczami jeszcze istnieją,
natomiast po młynie, elektrowni, kanałach łączących zaporę, stawy z elektrownią
pozostały tylko zgliszcza. Po domu, w którym mieszkali Biernaccy również nie ma
śladu poza resztkami fundamentów. Pani Małgorzata wykonała wiele zdjęć tych
pięknych, ale jakże smutnych dla niej stron. Pokaże je swojej rodzinie, pokaże
miejsca gdzie przez kilka lat zapisały się karty dziejów jej rodu…
początku 1940 r. zostali wywiezieni przez okupanta do Generalnej Guberni.
Wcześniej mieszkali w Kościanie ( Wielkopolska), gdzie Dezydery posiadał własny warsztat oraz
sklep branży elektrycznej. Z zawodu był mistrzem – elektrykiem. Niemcy dali im
nakaz spakowania najpotrzebniejszych rzeczy i wstawienia się w kilka godzin na
dworcu kolejowym. Zima była ciężka z obfitym śniegiem sięgającym po kolana. Na
dworcu byli już inni mieszkańcy Kościana, a przede wszystkim ci którzy
prowadzili jakąś działalność, m.in. zegarmistrz kościański. Załadowano
wszystkich do wagonów bydlęcych i wywieziono w nieznane. Po kilku dniach podróży w ciężkich
warunkach pociąg zatrzymał się w szczerym polu. Kazano wszystkim opuścić wagony. I wtedy oczom wysiedleńców
ukazały się liczne furmanki chłopskie z tubylcami, którzy przyjechali im z pomocą. Biernackich i rodzinę zegarmistrza
zabrała do siebie rodzina Stanisława Ciołki ze Starego Korczyna dzieląc się
swoim skromnym mieszkaniem z wysiedleńcami. W 1941 r, Weronika Biernacka urodziła
synka Adasia. Biernaccy byli bardzo wdzięczni miejscowym ludziom za udzielenie
im schronienia. Dezydery, aby utrzymać rodzinę wynajmował się do różnych prac.
Był człowiekiem dobrym i wesołym. Gdy szedł drogą kobiety pracujące w polu
zagadywały go i wołały do niego „Panocku chodź pan, bo pan taki śmiszny". W tym
czasie Niemcy doszukali się w dokumentach ,że Dezydery jest fachowcem
elektrykiem i dali mu nakaz pracy na Łysowcu nieopodal Działoszyc. Zadaniem
jego było odbudowanie zburzonej elektrowni wodnej i uruchomienie młyna. Żmudna
praca zaowocowała wreszcie odbudową zniszczonych urządzeń na Łysowcu. Stróżem w
uruchomionym młynie był Antoni Nowicki, który mieszkał wraz z wielodzietną
rodziną także na Łysowcu. W maszynowni elektrowni wodnej pracowali : Jan Wałek
– tablicowy oraz Jan Kałat – robotnik tablicowy i elektryk. Odbudowana elektrownia w okresie dnia
napędzała młyn natomiast nocą zasilała energią elektryczną Działoszyce . Koło
młyna znajdowały się dwa stawy, z których woda uzupełniała kanał turbiny
elektrowni.. Mąkę z młyna odbierały wojska niemieckie. Łysowiec często
nawiedzały bandy UPA oraz partyzanci w poszukiwaniu pożywienia. Gdy bandy UPA były
w pobliżu Biernaccy uciekali z młyna i chowali się wraz z dziećmi w zbożu. 14
grudnia 1942 r. Biernackim urodziło się kolejne dziecko – Wojciech ochrzczony w
1943 r. w kościele w Działoszycach. W tym czasie na Rynku w Działoszycach
odbywały się częste egzekucje, które przeprowadzali Niemcy w odwecie za działania miejscowych
partyzantów. Do oglądania egzekucji zmuszano mieszkańców. Nadszedł czas kiedy z
Działoszyc zaczęto wywozić Żydów, którzy stanowili ponad 80 % mieszkańców. Dwie
bardzo ładne Żydówki, które uciekły z transportu, szukały pomocy chodząc od
domu do domu, miały przestrzelone szczęki i okropnie cierpiały. Mieszkańcy w
obawie o swoje życie bali się udzielić
im pomocy, aż w końcu z bólu same
zgłosiły się na posterunek niemiecki. Dezydery w tym czasie pomógł uciec dwóm
Żydom, którzy mieszkali w Działoszycach i byli odlewnikami. Obiecali mu, że jak
tylko przeżyją wojnę to do niego przyjadą. Czekał na nich, czekał na wieści,
był bardzo ciekawy jak potoczyły się ich losy. Niestety nikt nie dał śladu
życia. Wspominał dzieciom ich nazwiska ale po latach i one zapomniały.14 czerwca
1943 r. Biernackich spotkała straszna tragedia. W jednym ze stawów elektrowni
utopił się ich synek Adaś. Miał wówczas 2 latka i siedem miesięcy. Przybyły po
czasie na miejsce tragedii lekarz nie mógł już mu udzielić pomocy mimo że dał
mu zastrzyk. Był to młody lekarz ,który przyznał się potem, że jeszcze nigdy
nie ratował topielca. Adasia pochowano w rodzinnym grobowcu rodziny Piekarskich
na działoszyckim cmentarzu. Zwłoki jego spoczęły w trzech trumnach, z których
jedna była cynkowa, licząc się z ekshumacją po zakończeniu wojny. W pogrzebie
uczestniczyło wielu mieszkańców Działoszyc. Biernaccy na Łysowcu mieszkali
jeszcze do marca 1945 r. Wrócili do Kościana. Już po wojnie urodziły im się
następne dzieci. Zawsze jednak ,nawet po długich latach, wspominali Adasia, a
wtedy łzy same spływały im po twarzy. Adaś był wyjątkowym dzieckiem, urodził
się z dwoma ząbkami. W wieku dwóch lat był bardzo rozmowny. Bardzo lubili z nim
dyskutować Żydzi, gdy Dezydery po niedzielnej mszy zachodził z nim do baru na oranżadę. Dezydery i Weronika
Biernaccy już nie żyją. Dezydery zmarł w
1984 r. a Weronika w 1991 r. Po latach córka Małgorzata przybyła tu na Ziemię
Działoszycką w poszukiwaniu śladów swoich rodziców. Na miejscowym cmentarzu
grobowiec rodzinny p. Piekarskich już nie istnieje. Odwiedziła miejscowy urząd
oraz parafię. Jest bardzo wdzięczna za ciepłe przyjęcie przez ks. Proboszcza,
który poświęcił jej dużo czasu oraz znalazł człowieka, który oprowadził ją po
Łysowcu, gdzie przez kilka lat mieszkali jej rodzice, gdzie był młyn i
elektrownia wodna. Oprowadzający ją Pan Ryszard Król do dziś mieszka na
Łysowcu i pamięta czasy, kiedy mieszkali
tu Biernaccy, pamięta również Adasia.. Wspominał także o częstych przypadkach
podpalania młyna w latach 60- tych XX w. Młyn doszczętnie spalił się w 1967/68. Pozostała cegła wykorzystana została
na budowę remizy. Dwa puste stawy zarośnięte chaszczami jeszcze istnieją,
natomiast po młynie, elektrowni, kanałach łączących zaporę, stawy z elektrownią
pozostały tylko zgliszcza. Po domu, w którym mieszkali Biernaccy również nie ma
śladu poza resztkami fundamentów. Pani Małgorzata wykonała wiele zdjęć tych
pięknych, ale jakże smutnych dla niej stron. Pokaże je swojej rodzinie, pokaże
miejsca gdzie przez kilka lat zapisały się karty dziejów jej rodu…
Na podstawie wspomnień Małgorzaty Boryny zd. Biernacka
Opracował Paweł Kamiński’2009
